Strona główna

9


Rok szkolny mija, ja nadal bezczelnie się obijam pod pretekstem pisania nowego podręcznika. Zaprojektowałem w myślach okładkę i na tyle chyba robota posunęła się od września. Okładka będzie czarna.
W sobotę niewiadomo czemu w moim domu Dumbledore postanowił urządzic andrzejkową, jak on to nazwał "imprezkę". Podejrzewam go o socjalizację mnie na przymus, ćpanie albo komunizm. Obcy ludzie w domu to zazwyczaj bystrzy obserwatorzy porządku. Ba, McGonagall posuwa się nawet do irytującego przesuwania palcami po powierzchni mebli i sugestywnego wychrząkiwania, że powinienm zrobić porządek. Człowiek jakby chciał popełnić samobójstwo poprzez zarośnięcie kurzem, to mu nie dadzą. A niby taki wolny kraj. Chcąc nie chcąc, posprzątać musiałem, bo skrzat domowy się na mnie obraził, czy coś w tym rodzaju. Chodziło chyba o użycie jego różowych japonek jako packi na muchy. No ale co ja mogę poradzić, że to jest jedyny sposób na pozbycie się ich bez konieczności zabijania- same uciekają na widok koloru. Samo sprzątanie zajęło mi 5 godzin. Potem zadudnił dzwonek do drzwi, obwieszający, że maskaradę czas zacząć, poprawiłem więc włosy, odchrząknąłem i przykleiłem sobie do twarzy coś, co można było nazwać uśmiechem. Zamiast kulturalnie przychodzić pojedynczo, dzięki czemu miałbym czas, żeby się oswoić, goście przyszli tabunem. Pierwsze zdanie, które usłyszałem, brzmiało "Mogłeś trochę posprzątać!", które oczywiście pochodziło z ust Minerwy. Zacisnąłem pięści, ale uśmiech na mojej twarzy jak był sztuczny, tak pozostał.
Reszta była tragedią. Szanowni państwo sobie pili, wyżarli mi całą lodówkę, mimo iż zasugerowałem im ilość jedzenia dla nich, kładąc je na półmiskach. Dzięki wróżbom, które rzecz jasna były pomysłem pijanego w trupa Dumbledora, jestem teraz szczęśliwym posiadaczem plam z wosku na dywanie. Dodatkowo kazali mi także w tym uczestniczyć, co zaowocowało bezkształtną figurą w miednicy pełnej wody (swoją drogą w miednicy tej zwykle myję sobie nogi, ale o tym gości, z czystej oczywiście sympatii nie poinformowałem). Trelawney zakrzyknęła, że to na pewno jest kobieta, bo ona ma dobry wzrok i to widzi. Spojrzałem się sugestywnie na jej arcygrube szkła w okularach i błagałem w myślach, żeby cały ten cyrk się wreszcie skończył. Skończył się :
a) wybiciem okna przez rozochoconą Pomfrey
b)wybitnie długim dowcipie Dumbledora o łechtaczce, przerywanym jego czkawką. Puenty nie zrozumiałem.
c)bielizną na żyrandolu (wolę nie wnikać czyja)
d)prezentem od Flitwicka w postaci numeru telefonu jego kuzynki- "Mała, ale zna się na rzeczy!". Tym samym wyczerpał mój tygodniowy limit obrzydzenia.
Nigdy więcej, choćbym miał skonać.
Severus 2004-11-29 15:54:28
skomentuj (38)